Z psem po Ojcowie i Ojcowskim Parku Narodowym cz. I

O tym, że nie potrafimy zbyt długo wysiedzieć w jednym miejscu wie już chyba każdy. Wiosna w tym roku nas rozpieszcza, więc nie wyobrażam sobie, żeby nie skorzystać ze sprzyjającej pogody! Zatem z ogromną radością, wręcz zachwytem opowiem Wam jak fantastycznie spędziliśmy czas z dala od miejskiego zgiełku, a jednak tak blisko Krakowa!

Ojców i Ojcowski Park Narodowy. Mówi Wam to coś? Zapewne tak! Zapierające dech w piersiach jurajskie krajobrazy, malownicze widoki, spokój, obcowanie z przyrodą, a przede wszystkim miejsce bardzo przyjazne psim towarzyszom. Dosłownie na każdym kroku można spotkać psa – te najmniejsze, oraz te bardzo duże, wszystkie żwawo przemierzają wyznaczone trasy. Właściciele czworonogów lubiący podróże doskonale zdają sobie sprawę jaki to rarytas móc bez najmniejszych problemów zabrać ze sobą pupila.

Wypad, o którym dzisiaj opowiem był dla nas wyjątkowy z kilku względów. Po pierwsze spędziliśmy ten czas w wyjątkowym towarzystwie prawdziwej psiej Wagabundy – Jessie i jej matki Angeli, a po drugie nie był to krótki wypad, lecz całodniowa foto – wycieczka.

Żadne z nas ranne ptaszki, więc pozwoliliśmy sobie na leniuchowanie do późna. No, może do 10. Wyruszyliśmy z północy Krakowa drogą nr 94 przez Modlnicę, Wielką Wieś, Biały Kościół, aż do Sąspowa. Tuż za znakiem oznaczającym koniec miejscowości Sąspów jest małe skrzyżowanie – to tutaj należy skręcić w prawo. Dalej jedziemy prosto, bez żadnych niespodzianek. To moja najczęściej odwiedzana trasa, prowadząca na parking pod ruinami zamku. Tak też było tym razem. Sam zamek zostawiliśmy sobie jako wisienkę na torcie na koniec wycieczki.

Spacerowaliśmy wzdłuż punktów gastronomicznych. Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymałyśmy był taras widokowy. Tak! Nie można go w żaden sposób pominąć! Byłam tam już wielokrotnie, a i tak za każdym razem moje oczy błyszczą i zachwycam się widokiem. Mój stały nawyk, to złamanie zasad i odpoczynek za barierkami. Wolność!

Czasu zostało nam sporo, nie mieliśmy żadnych konkretnych planów, ani mapy więc postanowiłyśmy pójść trasą prowadzącą z tarasu w las. Nie pomyślcie sobie, że dałyśmy się wyprowadzić na manowce. Nic z tych rzeczy. Tutaj dopiero się zaczęło, bo czy może być coś piękniejszego od lasu, ciszy, szelestu liści i przebijających się z korony drzew promieni słońca? Dla mnie nie.

Podziwialiśmy widoki, psiaki obwąchiwały teren i chętnie pozowały do zdjęć. Na najbliższym rozwidleniu wybrałyśmy ścieżkę prowadząco do Bramy Krakowskiej. Na miejscu nie omieszkałyśmy pominąć Źródełka Miłości. Droga powrotna już nie lasem, a asfaltem była równie ciekawa, a widoki w dalszym ciągu cieszyły oczy.

Czas na wisienkę, o której wspomniałam na samym początku. Niestety nie udało nam się zwiedzić ruin Zamku od środka, ale nic nie stanęło na przeszkodzie, by zachwycać się wszystkim wokół.

Do domów wróciłyśmy już po zmierzchu – dobrze, że Jess z matką mieszkają po sąsiedzku. Było fantastycznie, ale pozostał pewien niedosyt – już niebawem wyruszymy w podróż po Parku z innej strony i będziemy podziwiać widoki z góry. Nie możemy się doczekać!

Na koniec pokuszę się o kilka dobrych rad dla tych, którzy być może będą wybierać się tam po raz pierwszy. Polecam oczywiście podróż samochodem. Sam parking w sezonie kosztuje 15 PLN i trzeba zapłacić gotówką – istotne dla podróżników takich jak ja – bez gotówki, z kartą. Jeśli wybierzecie się tam w upalny weekend przygotujcie się na niesamowity ścisk i absolutny brak miejsc parkingowych. W majówkę samochód musiałam zostawić w lesie, jakieś 20 minut szybkiego marszu od ruin zamku. Nie można być w Ojcowie i nie spróbować Ojcowskiego Pstrąga! To jest wręcz niedopuszczalne. Nie dajcie się odstraszyć kolejce, naprawdę warto odstać swoje, bo to co dostaniecie na talerzu jest rozkoszą dla podniebienia! Nie odkryję nic nowego, ale uważam, że warto wspomnieć o tym, że w parku uchronicie się przed męczącym upałem – tak, tutaj zawsze jest o kilka stopni niższa temperatura powietrza, poza tym mnóstwo cienia i naprawdę świeże powietrze. Cokolwiek sobie wymyślicie – piknik, leżak, czy spacer tak jak było w naszym przypadku nie będziecie żałować. Miło spędzicie czas, a Wasze psiaki będą zachwycone.

cdn…

 

 

 

One Reply to “Z psem po Ojcowie i Ojcowskim Parku Narodowym cz. I”

  1. […] z hasaniem po Błoniach. W upalne dni zażywamy kąpieli w Kryspinowie, albo uciekamy do Ojcowskiego Parku Narodowego. Miejscem wartym uwagi jest również Zakrzówek – nie można się tu wybrać bez koca i grilla. […]

Pozostaw odpowiedź Spacerem po Krakowie – Scooby the little prince! Anuluj pisanie odpowiedzi